Kirgistan cz.4 - Morsowanie nad jeziorem Ala-Kul (2023)
Znów jestem w Karakolu, próbuje załatwić przepustkę do Engliczeka, z uzyskanych od kierowcy informacji docieram do jakiegoś garnizonu wojskowego a nie urzędu. Ci zaś mówią że mam szukać placu ze złotym Leninem, na lewo od Włodzimierza powinien być urząd.
Po drodze zwiedzam dawno nie działający diabelski młyn, identyczny jak ten w Czarnobylu tylko bardziej kolorowy. Z resztą w całym związku radzieckim wszytko było ujednolicone.
Te wagoniki wyglądają jak foremki od mufinek.
Jest też karuzela
Ciekawe co to jest za Czyngis-chan ? Jeśli ktoś wie to bardzo proszę o komentarz 😎
Pobieram numerek i czekam z 2 godziny na swoją kolej, większość ludzi składa wnioski o przepustkę do pracy w kopalni. Dostaję plik formularzy mam wszytko wypisać cyrylicą, pojawiają się komplikacje muszę mieć paszport także przetłumaczony na cyrylice, weź teraz wypadnij z kolejki i szukaj biura tłumaczeń. Pytam się jeszcze ile zajmuje cała procedura - do 10 dni. Nie no to jest bez sensu nie mogę tyle czekać.
Zapada wieczór, znalazłem jurtowy kemping a tam spotykam grupkę turystów z Polski, Wybierają się jutro nad jezioro Ala-Kul które leży na wysokości 3532 m n.p.m. Wynajmują uaza i proponują wspólną wycieczkę, zawsze będzie taniej. 80 zł od łebka w dwie strony wydaje mi się świetnym dealem.
Pobudka 6:00 rano - jedziemy! nie ma czasu na śniadanie
Nasz uaz buchanka (bochenek chleba) kierowca zapina blokadę mostów
2h w rytmie ruskiego disco polo jedziemy w górę rzeki Karakol ok 15-20 km połowa trasy z szutrowej drogi zmienia się w stertę kamieni przez którą trzeba się przetarabanić. Szkoda ze nie mam żadnych zdjęć, tak trzęsło w kabinie ze strach wyciągnąć obiektyw za okno. Dojeżdżamy na miejsce można zostawić niepotrzebne klamoty w aucie, kierowca będzie czekał za nami cały dzień (przynajmniej mocno w to wieżę 😉)
Gdy przekroczyliśmy wysokość co najmniej 3000 m.n.p.m. całą grupę dopadły objawy choroby wysokościowej, silny ból głowy, mdłości i ogólny brak energii. Trzeba było robić częste przystanki. Nikt z nas w swoim życiu wyżej niż na Rysach raczej nie był.
Po kilku godzinach morderczego trekkingu nareszcie dotarliśmy do mety. Jezioro Ala-Kul okazuje się być zamarznięte niczym lodowiec a przypominam mamy czerwiec i codziennie słońce pali jak diabli.
W końcu można w nagrodę zrobić kawę i zupkę chińską 😊
Woda jest krystalicznie czysta i lodowata można ja pić bez obaw jest pyszna !
Kto powiedział że latem nie da się morsować ?
Po takim morsiku wszystkie dolegliwości wysokościowe przechodzą jak ręką odjął, człowiek czuje się jak młody bóg
Pora schodzić na dół, to chyba jedyne miejsce gdzie spotykam stricte turystów na szlaku w Kirgistanie, ponoć w sezonie jest tu tłoczno.
A to nasza ekipa górołazów
18 wieczór docieramy do naszej buchanki myślę ze kierowca się nie nudził przez tyle godzin, obok stoją jurty to na pewno wpadł na herbatkę, no złota robota po prostu.
Rozmawiamy o Engliczeku i dostałem namiar na biuro CBT w Naryniu można wszytko załatwić przez internet w ciągu 2-3 dni ! https://www.cbt-naryn.com/en/our-services/border-zone-permit cena 30 erło no ale jak chce się na szybko to trzeba zabulić.
Wracamy do Karakola robimy biesiadę pożegnalną na stół wjeżdża nijaki w smaku beszbarmak (5 palców ) czyli konina z makaronem którą zgodnie ze sztuką powinno się jeść ręką.
Rano każdy jedzie w swoją stronę, następny kierunek Kadzhi-Say gdzie czerwona ziemia jak na westernach a za czasów sajuza wydobywano uran. CDN
Komentarze
Prześlij komentarz