Mołdawia cz.2 - Naddniestrze Liman (2023)
W Tyraspolu wsiadam w marszrutkę do Dniestrowska. Jak się okazuje samym Limanem, miejscowi nazywają plażę nad rezerwuarem rzeki Kuchurgan (kuciuran tak chyba się to wymawia) Inspirując się kanałem "Bez planu" i "Romana fana polszy" urosła we mnie chęć eksploracji blaszanych domków na palach.
Naddniestrze uzależnia resztę Mołdawii od dostaw energii, ponieważ Mołdawska państwowa elektrownia okręgowa znajduje się po stronie odseparowanej republiki. Ponadto energia elektryczna jest eksportowana na Ukrainę, a nawet do Rumunii.
Pochmurne niebo i pachnąca rybą woda raczej nie zachęca do kąpieli. Można za to napić się piwka z kija, przegryzając sucharkami krabowymi, co też ochoczo czynię. Z resztom nigdy nie byłem miłośnikiem plażowania i smażenia się na słońcu.
No dobra idziemy zobaczyć to blaszane Haiti na palach. Dacze przeznaczone są dla pracowników elektrowni, gdzie spędzają swoje wczasy. Raczej nie ma szans na wynajem takiego domku dla kogoś postronnego, ale kto wie, może jest szansa załapać się na jakąś biesiadę "na przyrodzie" ? Ledwo co wyjąłem aparat z torby, to już jakaś babka się spruła, że co ja tu fotografuje, tu nie ma nic ciekawego do oglądania i pyta się czy nie jestem szpionem. Niema co się przejmować, na ogół ludzie są zajęci swoimi sprawami. Fajnie jest się przejść wąskimi korytarzami i wsłuchiwać się w dudnienie podłogi blaszanego labiryntu.
Na kolorowych domkach znajduje ulubionych bohaterów z dzieciństwa.
Wdrapuje się na bocianie gniazdo i podziwiam azbestowe dachy blaszanego miasteczka. Szkoda że mam ograniczone miejsce na karcie SD, mógłbym fotografować detale bez końca. Strasznie mi się podoba ten brak schematyczności, każdy element jest inaczej pospawany, z byle czego, co akurat nawinęło się pod ręką, jak komu pasowało. W końcu po to bozia dała oczy żeby robić na oko.
Gdyby nie te cholerne chmurska, wyszło by o niebo lepiej i jak na złość na drugi dzień była słoneczna pogoda. W drodze powrotnej do Tyraspola, trafiłem na opuszczoną ruską szkołę. To chyba ta po której buszował Roman z Naddniestrza.
Wszystkie okna są pieczołowicie zabite dechami, jednak dla wprawnego urbeksiarza, zawsze znajdzie się luka do wejścia.
Zaczynam od sali gimnastycznej.
Pamiętam jak wuefista sadysta kazał skakać przez takie kozły.
Czyżby mundurek szkolnika ?
Materiały do nauki geografii.
Dziecięce kibelki, jak chodziłem do podstawówki to była afera, bo ktoś wrzucił mocną petardę do klopa i rozsadziło muszlę.
Spróbowałem wejść do lepiej zachowanej i wyposażonej części szkoły. Powoli i delikatnie odrywam dyktę z okna i staram się nie robić hałasu. Rozglądam się po sali, na ścianie wisi portret Marksa, nagle słyszę wyraźne kroki i dzwonienie kluczy, dobiegające z korytarza. Co jest , ktoś tego pilnuje wewnątrz ? Może to jakiś upiór, duch woźnego ? Spłoszyłem się srogo no i na tym eksploracja się zakończyła, a może szło by rozegrać to inaczej ? Teraz mogę się już tylko domyślać.
Jestem już w Tyraspolu, wracając do swojego hostelu, zaczepia mnie na ulicy jakiś uzbek, twierdzi ze jest prawdziwym sowieckim człowiekiem. Wyciąga z reklamówki albumy z zdjęciami rodzinnymi z Uzbekistanu, a to jakieś stare fotografie jak służył w armii radzieckiej. Zaprosił mnie do swojej kwartery w bloku z wielkiej płyty, myślę sobie czemu nie, może wyjdzie z tego fajna integracja, może dowiem się o ciekawych lokacjach w okolicy. Jednak się przeliczyłem, typ mieszkał w jakiejś totalnej melinie, jak po nieboszczyku, w kuchni wszystko brudne, zarośnięte pleśnią, łazienka obsrana laksą, wszystko porozrzucane po kątach. Po prostu odruchowo wybiegłem z tego bloku, na domiar złego goniła mnie wataha psów. Co za typ, taaa chciał tylko pogadać... Miałem to zachować dla siebie, ale co tam możecie się pośmiać ze mnie :)
W przedostatni dzień pobytu w Pridniestrowiu , udałem się trolejbusem do Banderowa.
Pamiętam jeszcze w kwietniu, przy tym pomniku BMR-1, było więcej ludzików w cyfrowej florze. Pewnie w takie upały pochowali się do koszar.
I kolejny pomnik Lenina, ten to zawsze musi coś wypatrywać.
Dochodzę do dworca kolejowego, z kotła lokomotywy zamiast buchać para, wystają już tylko pokrzywy .
Cerkiew św Joachima i Anny
No i w końcu docieram do zamkniętego parku rozrywki. To będzie już trzeci diabelski młyn w tym roku. Praktycznie w całych demoludach niczym się nie różnią.A to linki z relacji Diabelski młyn w Kirgistanie i Diabelski młyn w Armenii
A skoro jest młyn to karuzela też musi być.
Nie chce mi się wracać główną droga, więc włóczę się przemysłowymi uliczkami możliwie jak najbardziej na szagę. I nagle widzę coś takiego.
Potęga przemysłu związku radzieckiego.
Człowiek pracy i jego fabryka w której spędzi resztę życia.
Idę dalej w stronę Dniestru, zatrzymuje się dziadek i mówi że może mnie podrzucić, akurat też jedzie na plażę. Poczęstował mnie ćwiartką arbuza, kuszaj kuszaj młody. Jak to mówią wszędzie są ludzie i ludziska. I tak miło podsumowałem przekompką w Dniestrze mój pobyt w prorosyjskim parapaństwie.
I znowuż musiałem ukryć aparat przed pogranicznikami, tym razem w kartonie po pasacie pomidorowej :D A może to już moja fanaberia i wystarczy tylko wyluzować i nie pucować się ze coś się ma przy sobie ? Plan jest aby przebić się na południową Ukrainę. Trochę źle to rozegrałem bo zamiast przez Kiszyniów mogłem zabrać z Bandery specjalną marszrutkę na Komrat.
Komrat stolica autonomicznej Gagauzji.
Obóz rozbiłem kawałek dalej za miastem wśród jeziornych szuwarów. Leże sobie w hamaku i zastanawiam się co ja robię ze swoim życiem, Wieje lekki wiaterek jest przyjemnie, kontemplacje przerywa mi dziwna anomalia. Gdy wiatr ustał całkowicie nagle z trzcin wydobywa się głośny szum komarów. Niech to szlak, moskitiere mam gdzieś zakopaną głęboko w plecaku ! Chmura komarów szarżowała mnie dobre 5min zanim rozwiesiłem siatkę. To wystarczyło by rano drapać się jak opętany.
CDN
Komentarze
Prześlij komentarz