Polska - Przyjacielu co robisz na Helu ? 2024

 Mając już doświadczenia z Kaliningradu samochodem, wybieram się ponownie ale tym razem z dużym plecakiem, poszukać biletów do Mineralnych Wód. Dojechałem pociągiem do Gdańska, zanim jednak wsiądę w autobus do Rosji, dałem sobie trochę czasu na Helski rejon umocniony. 

Niedaleko dworca głównego namierzyłem cmentarz radziecki, trochę już zapomniany. Podobają mi się te płaskorzeźby, w okresie PRL wybierano często wybitnych artystów i rzeźbiarzy do ich wykonania.




Była koncepcja aby popłynąć promem z Gdyni do Helu ale ceny sporo urosły, jak tu byłem kilka lat temu z rowerem. No nic, pozostaje się dotłuc pociągiem. Lipiec nie jest najlepszym okresem by wybrać się na  półwysep helski, pełno tu imprezowiczów a stragany z tandetą i patriotyczna pompka skutecznie obrzydza życie w tym małym rybackim miasteczku. 

Z sentymentu do Franka Dolasa skusiłem się na bigos, był beznadziejny.  Na przeciwko była kuchnia u Gustlika dałem jeszcze jedną szanse grochówce wojskowej była jeszcze gorsza💩 Typowe podejście w miejscach turystycznych : zapłać drogo, dostań gówno i spadaj. Od tej ilości dekoracji idzie dostać oczopląsu.





Jednak mimo tego całego dziadostwa mierzeja helska kryje w sobie niesamowitą historię. Przechadzając się w tutejszych lasach z wykrywaczem nadal można znaleźć ciekawe artefakty po drugiej wojnie światowej. Umocnienia były zaprojektowane na tyle dobrze, że ponad miesiąc stawiały opór niemieckiemu natarciu w 39 roku. Japońska delegacja była zaciekawiona pomysłami obrony Helu implementując niektóre na wyspach Pacyfiku. Po wojnie dostęp do Helu był mocno ograniczony przez wojsko, naliczano czas przejazdu z postu do postu. Dopiero w 95 półwysep otwarto dla ruchu turystycznego. 

Deszczową noc spędziłem w okopach,  przed ulewą udało się znaleźć kawałek stropu i trochę suchego drewna na ognisko. 


 

Jedno z niewielu polskich piw które ma jeszcze sens.

A tak wygląda moja nora o poranku 

W środku wydawać by się mogło lepsze pomieszczenie do bytowania acz komary były pierwsze.

Nie ma to jak poranna przekąpka, idziesz i idziesz a grunt pod nogami się nie kończy. Od strony północnej cisza i spokój, czasem się zdarzą jacyś spacerowicze lub pojedynczy parawanik.

W oddali nasuwa mi się znajomy obiekt, kilka lat temu byłem tu rowerem, ale nie zaszkodzi raz jeszcze wdrapać się na wieże.

Obrotowy mechanizm sugeruje że to mogła być latarnia morska, aczkolwiek głowy nie dam za to.



Idąc dalej ciągną się zygzakiem okopy. W 2011 wojsko polskie zrobiło rekultywacje zasypując i niszcząc cześć umocnień przez co szlak trafił  kilka obiektów przedwojennych, tak dla bezpieczeństwa żeby nie łazili po nich ludzie.


Droga z betonowych płyt prowadzi zawsze do czegoś ciekawego.

Wszystkie baterie helskie były połączone kolejką wąskotorową aby zapewnić sprawne zaopatrzenie i amunicje artyleryjską. Tuż obok funkcjonuje strzelnica, jak ktoś ma za dużo pieniędzy to może sobie wystrzelić 5 pestek za 150zł.

Robię depozyt w ruinach dawnych koszar aby nie targać plecaka, bo i tak będę musiał się cofnąć do tego punktu. Okrążam więc czynną jednostkę wojskową aby zobaczyć wrak radzieckiego niszczyciela 30 bis Skoryj. Oczywiście nie należy go mylić z ORP Wichrem który został zatopiony 3 września w 39 roku przez niemieckie bombowce, aczkolwiek 30 bis przyjął tradycyjnie nazwę ORP Wicher II.

Radziecki 30bis Skoryj zbudowany w Leningradzie, był wcielony do naszej marynarki w 1958 roku służył do 1974. Niedługo później został rozbrojony i zatopiony, miał służyć jako falochron. W połowie lat 90tych stał się łakomym kąskiem dla nurków złomiarzy, jeśli dobrze się przyjrzeć to można zauważyć ślady po cięciu palnikiem.

Stąpając po pokładzie trzeba bardzo uważać żeby się nie poharatać od ostrych krawędzi. A w oddali jakieś wariaty szaleją na skuterku. Aż mi się przypomniał film Wodny świat i spaliniarze.

Tuż obok spoczywa wrak ORP Grom może lepiej był by widoczny z lotu ptaka.








Niektóre elementy wydają się świeżo szabrowane. 30 bis nie była szczególnie udaną konstrukcją może dla tego została wciśnięta polskiej marynarce wojennej. Napędzany był dwoma zespołami turbin parowych o mocy 60 000 KM i spalał 7 ton mazutu na godzinę, maksymalna prędkość wynosiła 36 węzłów, zasięg 3900 mil morskich.

Eh gdyby człowiek wiedział coś o historii po czym stąpa, wyobraźnia lepiej by zadziałała , a tak zawsze w domu trzeba doczytywać. Wracam z powrotem do Gdańska tam rozbijam namiot w okolicznych laso parkach, już o 6:00 rano budzą mnie grabie służb komunalnych.

CDN 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Abchazja cz.1 - Akarmara niknące w oczach górnicze miasteczko 2024

Rosja - Karaczjo-Czerkiesja 2024

Obwód Kaliningradzki cz.1 pierwsze zetknięcię z Rosją 2024