Armenia cz. 1 - Cmentarz Noratus i diabelski młyn (2023)
Bezpośredni lot do Armenii jest dość drogi, dlatego zdecydowałem się na połączenie Wrocław - Kutaisi a stamtąd właściwie rzut beretem do granicy. W Gruzji byłem już 2 razy ale takiej "gościnności" jeszcze nie było, ledwo co wysiadłem z samolotu, zabrali mnie do milusińskiego pokoju i przetrzepali jak burą sukę. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu, sprawdzili wszystkie kieszenie i każdy zakamarek mojego wyposażeni, zadawali jakieś dziwne pytania i tak zleciała godzina zanim opuściłem lotnisko. Oj strasznie się tu zmieniło przez te 4 lata, kiedyś wbijali ładniejsze pieczątki do paszportu teraz wszytko nastrojone pod kandydaturę do jewrosajuzy (UE) nawet pozbyli się tych dzikich psów co zawsze terroryzowały parking lotniska.
Najbliższe dwa dni zapowiadają się deszczowe więc po cywilnemu ładuje się do autokaru, przez roboty drogowe ruch jest utrudniony dla tego 6 h tłukę się do Tibilisi. Aplikacja Moovit mega ułatwia ogarnięcie komunikacji miejskiej, co prawda nie w każdym mieście działa ale w tym przypadku pomogła mi sprawnie wydostać się z stolicy 😉
Docieram do przejścia granicznego Sadakhlo / Bargatashen
-"Pierwy raz w Armenii ?"
-"Niet , wtaroj"
I się zaczęło, ledwo postawiłem stopę na zakaukaziu i już miejscowi mechanicy zaprosili mnie na biesiadę do warsztatu 😂 Lawaszu,sera, pieczonego bakłażanu i domasznego samogończyka nie zabrakło, pomogli mi nawet zmajstrować uchwyt do kamerki gopro na kijku trekingowym. W planach miałem najpierw zatrzymać się w Achtalii ale los wyrzucił mnie na brzeg Sevanu .
Deszczową noc spędziłem pod taką wiatką zwaną biesiadką przeznaczoną jak sama nazwa wskazuje do pogawędek i uczty.
Wracają wspomnienia jak rok temu buszowałem po tutejszych opuszczonych fabrykach jednocześnie kitrając się przed ochroniarzykami.
Ale wcześniej nie dostrzegłem tego masztu antenowego, nie byłbym sobą gdybym nie wdrapał się na górę, będzie fantastyczna panorama na miasto Sevan
Kupuję w sklepiku drobno zmieloną na miejscu ormiańską kawę którą uwielbiam ale sprzedawczyni coś nie chce już rozmawiać po rosyjsku. Z resztą nie dziwę się, po ostatnich wydarzeniach w nieistniejącym już Górskim Karabachu, Ormianie mają żal do Rosji że porzuciła ich na pastwę losu. Nie będę się tutaj rozpisywał o kwestiach politycznych, temat można kompleksowo zgłębić na kanale OSW. Natomiast z mojej relacji aż czuć w powietrzu przegraną i upokorzenie.
Ktoś mi polecił odwiedzić cmentarz w Noratus gdzie znajduje się ok 800 chaczkar (kamienny krzyż ) od IX w. n.e. są to ormiańskie kamienne płyty upamiętniające szczególne wydarzenia lub osoby. Można je tez spotkać w murach świątyń czy wejściach grobowców. Niestety sukcesywnie niszczone przez Azerów na zajętych terenach.😞
Pionowe i mocno zdobione płyty z krzyżami należą do ludzi zamożnych i wysoko postawionych natomiast biedniejsi dostawali karłowate chaczkary najczęściej z jakimiś zabawnymi historyjkami za życia.
Tu np pieką sobie szaszłyki
Są też groby poległych za Górski Karabach
Postanowiłem zaparzyć kawę którą nie dawno zakupiłem i podchodzi do mnie jakaś stara baba i się pyta co ja tutaj robię, czy jestem szpiegiem i że mam jej pokazać paszport bo zadzwoni na policję. Myślała nawet że mój wystający z plecaka kijek trekingowy z uchwytem do gopro to karabin 😂
W tym roku autostop zdecydowanie gorzej idzie, ludzie stali się mniej ufni "Rosija nas oszukała !" dość często spotykałem się z takim stwierdzeniem. Starsze pokolenie jest wydaje mi się bardziej wyrozumiałe, dziadek sprzedaje ryby przy szosie, zaprosił mnie na kawę do przyczepy mimo że przed chwilą już piłem. Myślę że spotkanie dziwnego jegomościa z plecakiem to wystarczający pretekst aby przełamać codzienną monotonie handlu rybami. Pomógł mi nawet zatrzymać auto. Żeby nie było, stop tu działa o wiele lepiej niż w Polsce czy Europie.
Armenia to prawdziwy skansen motoryzacyjny nigdzie indziej nie ma takiego stężenia starych samochodów można się trochę poczuć jak w latach 80tych. Choć część rosyjskich marek do dziś opuszcza taśmę produkcyjną bez większych zmian.
Nawet przybłąkał się tutaj zaporożec z Litwy.
Zgodnie z wskazówkami Buby z https://jabolowaballada.blogspot.com/ odkrywam diabelski młyn w Yeghegnadzor, przy próbie wymowy nazwy miejscowości można nieźle połamać sobie język.😅 Tworzy się tutaj niezły kontrast bo pierwsze co zobaczymy to ekskluzywna restauracja która za rogiem ma stertę złomu na podwórku po którym można buszować.
Jest też karuzela.
Sam młyn wydaje się w miarę dobrym stanie, fajnie by było go kiedyś uruchomić dla podobnych mi szaleńców 😆
Dzień dobiega końca, liczę że uda się dotrzeć do Jermuka przed zmierzchem. Po drodze moje ulubione blaszane parasolki, pełno ich tutaj jak grzybów po deszczu.
Jeszcze na koniec wesoły autobusik 😊
CDN
Komentarze
Prześlij komentarz