Kirgistan cz.7 - Engliczek radziecke miasto widmo (2023)


 To już wielki finał całej wyprawy. Drugie podejście, o mojej nieudanej próbie przekroczenia strefy przygranicznej możecie poczytać tutaj https://siermieznyswiat.blogspot.com/2023/09/kirgistan-cz3-ciezka-przeprawa-pod.html  Jestem znów w ostatniej wiosce Ak-Bulek ale wcześniej nie zauważyłem tych jakże ciekawych muralów naściennych jakiegoś zakładu przemysłowego. Jedne odmalowane i zadbane inne w gorszym stanie. Moim faworytem jest zdecydowanie kosmonauta.



A jakie pomysłowe mają pojemniki do segregacji plastikowych butelek 😍 Nic tylko brać przykład, chociaż proces opróżniania pojemnika może być czasochłonny ale co tam godzinki lecą jest płacone ;)


Dawniej dotarcie do wioski Engliczek było trudne, jechało może jedno auto na dzień albo wcale. Odkąd ponowie uruchomiono wydobycie kopalni ruch ciężarówek jest dość spory więc spokojnie można się załapać na podwózkę.

Zostałem zaproszony do jurty na herbatkę aby przeczekać burzę. Oczywiście były propozycje odpłatnego noclegu, zależy mi na czasie więc podziękowałem. Ale gospodarze byli bardzo mili to zrobię im reklamę a co ;)

I mają fajny kibelek wyścielony blaszanymi plakatami propagandowymi od środka aż chciało by się strzelić kupsztala. 


Dalej też są jurty ale już nie takie dla turystów.


Po ulewie woda w rzece zmienia swoją czystą toń w błotnistą breje jak by była zabarwiona cementem. Niestety ominęła mnie przyjemność jazdy gruzawikiem ale za to zabrałem się terenówką z Kolą i Saszą wracali na swój pasiołek ok 10km za Engliczekiem z opcją przenocowania u nich. Tym razem na posterunku pograniczników obyło się bez problemów zajechaliśmy na miejsce późnym wieczorem, Jeszcze nigdy nie widziałem tak gwieździstego nieba 😮. Auto załadowane po brzegi zakupami chyba na miesiąc a na dachu samochodu przywiązany karton z nowym psem.  Okazuje się że moi gospodarze zgubili gdzieś kluczyk do chaty i z godzinę kombinujemy jak otworzyć drzwi 😆 Trudno trzeba wyrwać kłódkę żeby dostać się do środka. 

Pomagam chłopakom wnieść zakupy i przygotować jedzenie do biesiady. Na stół wjeżdża sałatka z ogórków i pomidorów pokrojonych w półksiężyce wszytko oczywiście sowicie zalane majonezem do tego smażony makaron z cebulą, pamiętam jak mnie kiedyś zabierał w trasy tirem ojciec to w kabinie unosiły się podobne zapachy podczas pauzy. Nawet fajnie się pije herbatkę z miseczki.

Od lewej siedzi Sasza a w środku Kola

Nasz piecyk do grzania wody na herbatę warczy ochoczo ogniem - jest cudnie 😌

Dochodzi do 8 rano, wychodzimy z Kolą na zewnątrz wypatrywać dzikie konie przez lornetkę przy okazji sprawdzamy która jest lepsza jego radziecka czy moja bushnella.



Kola odprowadził mnie jeszcze dobry kilometr, tłumaczył mi jak odnaleźć ciepłe źródła które są w pobliżu ponoć woda osiąga tam 50C a on sam potrafi 3 godziny przesiadywać w takim wrzątku 😱 Pożegnaliśmy się. Jeszcze 2h marszu do celu

Po drodze trafiam na Same który wraca z gorących źródeł (wieczorem tam wrócimy spokojnie ) swoim rozklekotanym mercedesem kaczką on sam nazywa go "sapog" czyli na nasze kalosz.  Sama za nie wielką powiedzmy sobie opłatą proponuje mi nocleg i objazdówkę po wiosce... w sumie czemu nie zaoszczędzę mnóstwo czasu i energii 😀

Na samym wstępie wita nas tablica z nazwą miejscowości, świeżo odmalowana wcześniej była tak fajnie pordzewiała.


W tle opustoszałe radzieckie miasto w śród gór Tienszanu zaledwie kilka kilometrów od Chin.  Mieszka tu ok 30 rodzin zajmują się gównie wypasem bydła lub pracują w kopalni. Działa tu nawet sklep ukryty w domu. 

Oprócz betonowych szkieletów z wielkiej płyty można znaleźć ciekawe detale.






Jedziemy zobaczyć dawną sztolnie naszym klekoczącym kaloszem

Sama mówi że jeszcze do niedawna były tu tory z wagonikami, jak widać złomiarza działają w każdej części świata.

Im wchodzimy głębiej temperatura narasta po ok 2 km poddajemy się mogło być z 45C czuję mdłości i zawroty głowy, jesteśmy w tyłku szatana, Sama też ledwo dyszy. Sztolnia wykuta jest górze przez którą najwyraźniej muszą przebiegać jakieś żyły geotermalne. Ja nie wiem jak ci radzieccy górnicy mogli pracować w takich warunkach, chyba że mieli jakiś system chłodzenia i wentylacji na co wskazują wiszące nad nami poszlaki.

Na stropie zwisają dziwne narośla minerałów


Szkielet dawnej fabryki chociaż mi się bardziej kojarzy z wyciągiem szybowym na tablicy którą widzieliśmy wcześniej.

A sama wioska prezentuje się mniej więcej tak.

"Sapog" (kalosz) mojego przewodnika.


Na obiad czaj z miseczki i zupka chińska bo nic innego nie ma.


Wieczorem zajeżdżamy na gorące źródła Kara-Tash. Betonowy basenik jest podzielony na dwa korytka w jednej przegrodzie woda jest tak gorąca że nie idzie stopy wsadzić, w drugim temperatura jest trochę niższa i taką wybieramy.


Nazajutrz pora już wracać, zostały mi nie całe dwa dni na dotarcie do lotniska. Jest niedziela a ruch mizerny, przez kilka godzin nie widzę żadnego auta. Trudno trzeba iść tak długo jak to konieczne. 

Na asfaltowej drodze znajduje kilka wystrzelonych łusek od AK-74. Pytanie czy ktoś strzelał sobie z nudów dla zabawy czy może to była jakaś spektakularna akcja pograniczników ?

Kilometr dalej znajduje złoty ząb o rany jestem bogaty !!  Po głębszych oględzinach korona jest tylko pozłacana cienką warstwą zatem licha wartość, nie leżał by tak sobie na drodze prawda ? Zastanawiają mnie okoliczności do jakich mogło dojść czy komuś został wydłubany czy może sam zgubił ? Kurcze korci mnie żeby go zabrać na pamiątkę ale wieżę w energetykę takich przedmiotów nie wiadomo kim był właściciel no i sam fakt że to było w gębie trochę mnie obrzydza 😛


Barka do wydobywania złota z rzeki


Przeszedłem z buta może z 20km może więcej 6 h marszu co 5km krótka przerwa docieram do mijanego wcześniej posterunku pograniczników. Myślę że ich służba jest wystarczająco nudna żeby zostać atrakcją dnia. Poczęstowali mnie chlebem i oranżadą dali nawet pobawić się załadowanym AKM i rakietnicą sygnałową,cóż za zdumiewające zaufanie 😆 Byli mocno zainteresowani moim wyposażeniem "o fajny scyzoryk podarujesz brat ? o jaka bajerancka kosmetyczka wojskowa podarujesz bratan ?"  - A ty podarujesz mi swój karabin ?  No i to chyba ich zgasiło 😂 Przyjechała pod szlaban dwójka turystów z Francji i za Chiny ludowe nie mogli się dogadać z pogranicznikami więc zostałem wyznaczony jako tłumacz angielsko - rosyjski. 

Żegnam się z chłopakami i nagle z za szlabanu wyjeżdża kamaz ! 😍którego wcześniej gdzieś już widziałem   To moja szansa na sprawny powrót do Karakola !


Wracamy krętymi dziurawymi szutrami wśród zaśnieżonych przełęczy



Po ok 2-3 godzinach docieramy do bazy w Karakolu, kierowca kończy robotę na dziś . Wsiadam do marszrutki już po cywilnemu do Biszkeku. Ale to nie koniec przygód bo wracam do Polski tylko na dwa dni. Chciało by się rzec ciąg dalszy nastąpi ale to już w kolejnej serii o Armenii .

Koniec


                                                         

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Abchazja cz.1 - Akarmara niknące w oczach górnicze miasteczko 2024

Rosja - Karaczjo-Czerkiesja 2024

Obwód Kaliningradzki cz.1 pierwsze zetknięcię z Rosją 2024