Ukraina w czasie wojny cz.5 - Wiłkowo i wino nowak

 Na przemian tłukę się marszrutkami i autostopem do przejścia granicznego Vulcanesti. W ostatnim sklepiku jeszcze po Mołdawskiej stronie zarobiłem dwa piwa od lokalsów, i przysłowiowy krzyżyk na drogę. Trochę obawiam się jak zareagują ukraińscy pogranicznicy, jak znajdą u mnie ceburaszki, krokodyla Gienie, magnesy, ruble i inne pamiątki z Naddniestrza. Oczywiście nie należy mieć złudzeń że zostałem przetrzepany jak bura suka. Każdy element ekwipunku był dokładnie rozwijany i obmacany. Długo to trwało, najbardziej musiałem się tłumaczyć z fotografii opuszczonych fabryk i mostu pod Tereswą, który się zawalił pod ciężarem wywrotki. Z Leninów i innych symboli komunistycznych po prostu mieli bekę. "Ty jesteś nasz człowiek, bardzo nam pomogłeś szpiegując ruskich w Pridniestrowiu" "Tyle wojskowych rzeczy masz, to może pomożesz naszym na froncie ?"  To co myślę na ten temat wolałem trzymać na uwięzi. Doświadczenie z Białorusi pokazało mi kto tu "rządzi", i po prostu mogą mnie nie wpuścić.

W końcu mnie przepuścili ufff udało się. Po kilku dniach przerwy znów poczułem zagrożenie w powietrzu, przekraczając południe Ukrainy. Rozklekotanym pazem docieram do miejscowości Izmaił, gdzie tygodniami stoją setki ciężarówek ze zbożem. Hamak rozwieszam w lasku kawałek dalej od centrum. Są też przygotowane podziemne schrony przykryte grubą płytą betonową. Początkowo myślałem nocować w takiej ziemiance ale komary mnie wyprzedziły, dziękuje bardzo za takich współlokatorów. Najwyżej wrócę z podkulonym ogonem w razie bombardowań. Ok 22:00 zaczynają wyć syreny do 4:00 rano. To mój drugi alarm, mimo świadomości że jestem daleko od centrum i potencjalnych celów strategicznych, w zasadzie na 90% nic mi nie grozi,to była straszna noc, poczułem prawdziwą grozę.  Miejscowi już dawno przywykli do tego dźwięku, wiadomo na początku też była panika, ale ile można się chować całymi dniami ?, a życie toczy się dalej.

Rankiem, łapię dalej stopa w stronę Wiłkowa. Zatrzymuje się młody rolnik, po drodze zajeżdżamy do niego na "bazę" i zrobił mi śniadanko i kawę. Dowiedziałem się że dwa dni temu miał miejsce nocny atak czterech dronów izraelskich na Izmaił. Siroga nagrał całą akcję telefonem z swojego pola jak salwa smug trafiła jednego drona, jednak nie udało się obronić składu paliwowego.

Siroga odstawił mnie na trasę, dostałem kilka kanapek na drogę i zaraz było kolejne auto. Tym razem złapałem ładę nivę w tym charakterystycznym ciemnozielonym odcieniu. Kierowcę można by określić takim południowo ukraińskim odpowiednikiem mojego znajomego "Krwawego" z przeszłości. Też lubi urbeksy, akurat jechał na wykopki z wykrywaczem, także było trochę offroadowo. "Ruscy bombardują nas rakietami które sami im sprzedaliśmy w 2019, tu u nas na Ukrainie długo niczego nie będzie" 

Ok południa docieram do Wiłkowa, wioski rybackiej położonej nad deltą Dunaju, znanej jako ukraińska Wenecja. Sama nazwa prawdopodobnie pochodzi od rozwidleń rzek. Niegdyś przyjeżdżało tutaj sporo turystów, jednak wojna zresetowała wszystko i właściwie jestem tylko ja i mieszkańcy Wiłkowa.


Wioska poprzecinana jest licznymi kanałami prawie jak w Wenecji. Woda wylewa na wiosnę dla tego często można spotkać drewniane kładki miedzy domami.

A to klub kajakowy dla dzieci i młodzieży.


Monument z marynarzykiem.


Potężny Dunaj, po drugiej stronie już Rumunia.

Obsrany mostek.

Statek z Panamy ? Jeśli tak musiał tu wpłynąć przez Gibraltar i Bosfor.

Przy brzegu dostrzegam wrak kutra, może pójdzie wejść do środka.


Niestety wejścia do maszynowni i po pokład są zaspawane, ale idzie wejść do kabiny kapitana :D






W kajucie zachowały się nawet stare mapy morskie i dziennik pokładowy z czasów sajuza.

Z map wynika że statek pływał po morzu Azowskim i na Kaukaz


Na drugi dzień, udało mi się zdobyć informację o wycieczkach łódką, udaję się więc do Gieni, chyba już dawno nie miał żadnego klienta.


Mimo moich protestów, przewodnik eksponuje mnie na krzesełku na środku łodzi. Niestety trasa rejsu jest dość ograniczona, ponieważ stacjonują w pobliżu ukraińskie wojska. 

Gienia rozwija baldachim. 


Dopływamy do Dunaju, i już musimy zawrócić, normalnie płynęlibyśmy do skansenu staroobrzędowców z Lipovan.



Krokodyl Gieni :)



Gienia opowiada jak w dzieciństwie zbierali tutaj kasztany wodne, ponoć jadalne.







Dobijamy do brzegu, Gienia zaprasza na degustacje wina własnej roboty o wdzięcznej nazwie "Nowak" Tak wiem, byłem tez u babuszek co liczą jeszcze w rublach za swoje wino, ale od Gieni jest zdecydowanie najlepsze. Kupiłem litr n drogę, i tak oto miłym akcentem kończymy rejs po wodnym świecie. Bardzo dobry przewodnik opowiadał sporo ciekawych historii. Jeśli ktoś by potrzebował namiary 098 206 3911 Pozdrówcie go ode mnie. :)

Jadę do Odessy na pociąg znaleźć pociąg do Lwowa. W oczy rzucają się bilbordy by nie wchodzić na plażę bo są miny. W powietrzu czuć niesamowity spokój, podbijam do okienka na dworcu kupić bilet, niestety nie ma wolnych miejsc. Już obmyślam alternatywny scenariusz dotłuc się autostopem. Podbijam do drugiego okienka, tam już była dużo bardziej sympatyczna blondynka, nie wiem jakim cudem, bo też nie było miejsc, ale za 30 minut ogarnęła mi bilet, zabrakło mi trochę kasy, chciałem iść do bankomatu ale babka za mną zapłaciła za mnie 500 hrywien. Ja pierniczę ale było mi głupio i niezręcznie, pewnie wzięli mnie za ochotnika z frontu, sugerując się wojskowym plecakiem. Wagony już takie bardziej nowoczesne, niż kiedy jechałem ostatnim razem do Chersonia w 2018. Słyszałem że dwa dni przed moim przyjazdem, Lwów był znów bombardowany, zginęło kilka osób. Dlatego chciałem jak najszybciej dostać się do Szegini. Tym razem pogranicznicy już nic nie sprawdzali, tylko mruczeli coś pod nosem o inwalidach. 

Jestem już w Polszy. Obiecałem sobie że jeśli kiedyś będę w pobliżu, to kupię całą zgrzewkę zielonego biłgorajskiego, które pamiętam z baru piwnica 2 w Horyńcu . Niestety nic nie jest wieczne, mój realme z Armenii wyzionął ducha przez pęknięcie i rozlanie ekranu. Więc bez nawigacji, po omacku docieram autostopem do Tomaszowa Lubelskiego i wypytuje ludzi o hurtownię piwa. Zielone biłgorajskie występuje tylko w tym regionie, a jego szmaragdowy kolor wręcz urzeka. Miałem niezłą gratkę jak to wszytko zapakować do plecaka, a było w nim  jeszcze kilka butelek zakarpackiego. :D 


I tak obładowany tłukłem się do Poznania. 

                                                                         KONIEC

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Abchazja cz.1 - Akarmara niknące w oczach górnicze miasteczko 2024

Kirgistan cz.1- Lot do Biszkeku i pensjonat "Słoneczny brzeg plus" (2023)