Ukraina w czasie wojny cz.2 - Drohobycz / Truskawiec

Wczesnym rankiem, gdy jeszcze leniwe promienie słońca miło podkreślają plastykę zdjęć, udałem się odwiedzić cerkiew Św Jura. Wykonana 100% z drewna, ba ! nawet gwoździe i wszelkie łączenia są też drewniane. I to nie dla tego że na  przełomie XV i XVI wieku nie było metalowych, czy też ze względu na cięcia budżetowe. Z tego co mi opowiadała przewodniczka, cerkiew jest jak ciało Chrystusa, a czym był ukrzyżowany jak nie stalowymi gwoźdźmi ?

Sam jestem raczej mało kościółkowy, ale wnętrza takich przybytków robią na mnie mega wrażenie, zapach starego drewna i kadzideł, no i ta akustyka, tak jakby człowiek wlazł do jakiegoś instrumentu. Widok cerkwi zrobiłem tylko z zewnątrz, poza tym że za zdjęcia w środku była dodatkowa opłata, błysk flesza szkodzi malowidłom, może gdybym miał jasny i szeroki obiektyw, miało by to większy sens ?


Na herbie Drohobycza, widnieje 9 topików soli, symbolizują przemysł który dał życie miastu. Z tego co wyczytałem pod ziemią znajdują się tutaj obfite złoża solanki, które wyciekają na powierzchnię, produkowana sól uzyskiwana jest metodą ważenia, właśnie w formie takich topików.


Ja wiem że mogę dużo taniej dojechać do Truskavca marszrutką , ale jak widzę takiego dorodnego żygulia jeszcze takiego żółciutkiego jak duży fiat w serialu "Zmiennicy" to nie ma zmiłuj 😍

Mijamy przystanek autobusowy z fantastyczną płaskorzeźbą obrazującą przemysł górniczy .

Widać już pierwsze szyby, doliczyłem się ich aż 5, cudnie by było zaliczyć chociaż jeden ;)

Pierwsza próba w Stebniku kończy się fiaskiem, zostałem przyłapany przez dziadka ochroniarza, i trzeba było zerwać się do ucieczki w krzaczory 😂  Właśnie w tym miejscu mnie dojechał.

Na szczęście udało się wdrapać na drugi, znajdujący się nieopodal. Panorama zgodna z przystankową płaskorzeźbą, są szyby jest i ciuchcia z wagonikami. Gdy już schodziłem, zauważyłem kolejnego ochroniarza jak krąży pomiędzy hangarami, tym razem obyło się bez wykrycia. Co oni kurde faja tak pilnują tych szybów ? To już u nas w Wałbrzychu można spokojnie se wejść na Chrobrego I i II.


Następny w planach był szyb wentylacyjny, niestety brakowało dwóch drabin aby zejść na dół, bez liny i uprzęży nie da rady 😓

Teraz trochę przeniesiemy się w czasie. Miesiąc później, dzięki pomocy Chrisa i Krwawego skompletowałem sprzęt alpinistyczny, i jestem tu znowu, gotów opuścić się w otchłań. 

Nie wiem czy zbudowałem stanowisko zjazdowe zgodnie ze sztuką, ale najważniejsze że się nie spierdzieliłem na dół. Na wszelki wypadek wysłałem znajomemu koordynaty gdyby coś się stało.

 Pręt do odciągu jest fest przegniły, odlatują całe strupy rdzy, ale nawet gdyby sieknął to przywiązany jestem jeszcze do dwóch belek.

Trochę żałuję że jestem leniwym gnojkiem i spuściłem linę tylko do drugiego poziomu, zamiast do końca, raz bym wiedział ile metrów liczy szyb, coś ok 100 może mieć, a dwa ostania drabina była mocno zbutwiała gdyby chrupła, mógł by być problem z wyjściem na powierzchnię. 

Im niżej schodzę, pojawia się coraz więcej narośli minerałów. Kryształy w świetle latarki tworzą prawdziwy kalejdoskop kolorów i odcieni. Powietrzę też się zmienia na korzyść inhalacji. ;)



A tak wygląda cała klatka schodowa od dołu.


Na dole walają się kaski górnicze i flaszka po soplicy, znaczy nasi tu byli ;) Kawałek dalej znalazłem nawet coś w rodzaju posłania czy jakiś świr próbował tu nocować ?

Kolejne schody prowadzą w nieznaną czeluść. Jestem sam, zdany tylko na siebie, pot leci strumieniami z pod kasku, dawno nie czułem takiej adrenaliny. Miałem też wizje ze gdzieś w pobliżu tąpnie rakieta, wstrząs naruszy strukturę stropu i wszystko zawali mi się na łeb.

Dochodzę maksymalnie do zawału korytarza, leżą tam fragmenty wagoników , tory jakieś filtro pochłaniacze przeciw pylicy i kostki baterii nie wiadomo od czego .

W relacji Chrisa podpory zdaje się były w lepszym stanie, teraz dosłownie są połamane jak zapałki. Oznacza to że kopalnia jest nie stabilna i stopniowo się zawala. Pora wracać do góry. Dzięki znajomym Buby coraz chętniej zaglądam do podziemi no i złapałem bakcyla do zabawy z linami 😀

Będąc już na powierzchni w Truskavcu , odkryłem przy rondzie ciekawy pomnik radziecki, wydany w jakże siermiężnej futurystyce. Tworzy się tutaj mocny kontrast pomiędzy obecną sytuacją a przeszłością.



Mam tu górali, kozaków, tatarów, robotników, a po drugiej stronie siedzi nawet Gagarin 😄

 

Zaciągnij kredyt jak cygan traktorem ruski czołg :D


Leniwa niedziela dobiega końca, wracam do Tatiany i Wołodji, spakować graty. Żegnamy się nad ranem w Poniedziałek, wsiadam w marszrutkę do Stryja a dalej w kierunku Sołotwino .

CDN

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Abchazja cz.1 - Akarmara niknące w oczach górnicze miasteczko 2024

Rosja - Karaczjo-Czerkiesja 2024

Obwód Kaliningradzki cz.1 pierwsze zetknięcię z Rosją 2024